lifestyle
1 Komentarz

Zamrożone marzenia

medea_snow-31

Gdy kończyłam dziesięć lat dostałam od Mamy jeden z najpiękniejszych prezentów. Mama zapisała mnie na kurs jeździecki, a ja wpadłam w istny obłęd. Kurs niestety szybko się zakończył, a ja przez następne lata tułałam się od stajni do stajni. Nie mając jednego, złamanego grosza, w akcie desperacji parę miesięcy zdarzyło mi się nawet jeździć na wiejskim koniu. Jeździłam w zwykłych getrach, rozdartych adidasach i starym jak świat toczku, który średnio pasował na moją głowę. Posiadanie własnego konia wtedy nie mieściło mi się w głowie.

Dwie dekady później, stało się!

Miłość nigdy nie jest racjonalna. Medea była w stajni dosyć niepopularnym koniem. Złą reputację zyskała sobie swoistym charakterem i wybrykami. Pewnego dnia właściciel stajni szepnął mi, że jest na sprzedaż. Wsiadłam. Zakochałam się. Decyzję o jej kupnie podjęlam w ciągu 24 godzin, podczas których praktycznie nie jadlam i nie spałam. Na przekór poradom, namowom i ostrzeżeniom, żebym nie kupowała tego konia i w ogóle konia, że kompletnie zwiariowałam i jak to sobie wyobrażam, odwrotu już nie było. Tylko Mama nic nie mówiła, ale błysk w jej oczach mówił sam za siebie.

Przez pierwsze dwa lata Medea stała w stajni w Polsce. W piątki po pracy wsiadałam do samochodu, zbierałam pasażerów z blablacar-u i z utęsknieniem gnałam 850 kilometrow z Monachium do Opola i z powrotem. Typowy związek na odległość. Tylko, że z koniem. Pomimo zarwanych nocy i dziesiątek tysiecy kilometrów przebytych w samochodzie wspaniale wspominam te weekendy. Atmosfera w małej, polskiej stajni była niepowtarzalna. Konie, każdy o swoistym charakterze, konkretne laski, wódka i tańce do rana. W końcu jednak nadszedł moment, gdy uzbierałam wystarczająco oszczędności, aby przewieźć Medeę do Monachium. 1 stycznia spakowałam nasze manatki i wyruszyliśmy w dziesięciogodzinną trasę na Bawarię do nowego domu.

Stary przyjaciel powiedział mi kiedyś, że konie są tylko dla bogatych ludzi. Dużo w tym prawdy. Dla bogatych i tych co bogatymi nie są, ale mają w sobie wystarczająco szaleństwa i miłości do koni, aby zrezygnować z innych rzeczy. Pasji nie da się przeliczyć na pieniądze. Na co jednak wydawać pieniądze, jeśli nie na to, by być szczęśliwym? Dla jednych to dom, samochód i ubrania. Dla mnie to koń, dobre jedzenie i podróże.

Do dzisiaj i za każdym razem, gdy siadam w siodło ogarnia mnie uczucie wolności, podekscytowania i zwykłej wewnętrznej radości. Gdy pędzimy cwałem na otwartej przestrzeni, czuję wiatr we włosach i zapominam o całym świecie. Ten niesamowity mix adreanliny i zjednania z naturą jest porywający.

Marzenia się spełniają, nawet te bardzo duże. Czasami trzeba tylko być trochę cierpliwym, poczekać na właściwy moment, a gdy ten przyjdzie być na tyle szalonym, aby łapać szczęście za rogi, nie myśląc o wszystkich konsekwencjach.

A tak na zakończenie, mamy są najlepsze.

medea_snow-2

medea_snow-1 medea_snow-9 medea_snow-6

medea_snow-13medea_snow-19

medea_snow-20medea_snow-23 medea_snow-24 medea_snow-26 medea_snow-31       medea_snow-29 medea_snow-32 medea_snow-34

Kategorie: lifestyle

przez

Wierzę, że świat można zmienić! Jestem mamą o kosmopolitycznym sercu żyjącą obecnie w przepięknym Monachium. Inspiruje mnie nowoczesny, ekologiczny sposób na życie. Staram się odkrywać małe rozwiązania ulepszające życie w dzisiejszym mieście, szukając piękna w naturze, miejscach, jedzeniu, muzyce i sztuce. Życie w mieście pełnymi zmysłami!

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *